Stało się. Moja druga kuracja izotetretynoiną. Długo się przed tym broniłam, aż doszłam do momentu, kiedy powierzchnia mojej twarzy wyglądała jak kratery na Marsie. I wtedy, niczym kolorowe cukierki z dzieciństwa, połknęłam  pierwszą tabletkę Axotrertu – nic nie było już takie samo  jak wcześniej.

Oczywiście, potraktuj ten wpis z dużą dozą dystansu, taką jaką ja mam teraz do siebie i do swojego małego, palącego ‘problemu’. Ale w tamtym momencie nie było mi do śmiechu. I to bardzo. Wiem, pomyślisz, co to za problem, kilka krost  to nie koniec świata. Jasne, masz rację i ja też mam ważniejsze sprawy niż ‘pizza’ na mojej twarzy, ale nie zapominaj, że współczesny świat nie toleruje odmieńców. Nikt nie chce odstawać od ‘normy’ i instagramowej wizji świata i wyglądu. A trądzik nie jest częścią tej wizji. Ale to nie znaczy, że CHORUJĄC (tak, trądzik to choroba) na trądzik musisz czuć się gorszy. Może czasem lepiej będzie po prostu zaakceptować swoją odmienność i z podniesioną głową dalej realizować swoje cele i marzenia?

 

 

insta_4
insta_3

Co to jest izotretynoina?

A o co chodzi z tym całym Izotekiem? W dużym skórcie to nazwa handlowa leku z substancją aktywną izotretynoiną – pochodną witaminy A. Na rynku mam szereg dostępnych leków: Axotret, Aknenormin, Curacne, Isoderm. Cały mechnizm działania retinoidów polega na hamowaniu aktywności gruczołów łojowych, przez co zahamowane zostaje namnażanie się bakterii odpowiedzialnych za trądzik (Propionibacterium acnes). Często jest to ostatni środek ratunku na najcięższe postaci trądziku.  Niestety, byłoby zbyt pięknie, gdyby nie istaniała ciemna strona kuracji. Bo kuracja izotetretynoiną obarczona jest dosyć mocnymi efektami ubocznymi – tutaj oczywiście zaznaczam, że nie u każdego one muszą wystąpić, każdy przechodzi leczenie na swój własny unikalny sposób. Warto zacząć od tego, że lek ten jest teratogenny i myślę, że to już dużo mówi o jego działaniu ubocznym. Teratogenny oznacza, że powoduje wady w rozwoju płodu. Stąd planowanie założenia rodziny w czasie kuracji nie jest najlepszym pomysłem – ale tylko w przypadku kobiet, bo okazuje się, że retinoidy nie wpywają na jakość spermy.

Swoją pierwszą kurację Aknenorminem przeszłam w wieku lat osiemnastu. Trwała 7 miesięcy i nie wspominam tego okresu zbyt kolorowo. Bóle stawów, zapalenie czerwieni wargowej, zapalenie spojówek, zanik okresu, okropna suchość skóry – to tylko część tej historii, stąd moje obawy odnośnie drugiej kuracji były dość dobrze uzasadnione. I wzbraniałam się przed tym rękoma i nogami, ale czasem człowiek dochodzi do ściany i żadne inne rozwiązanie nie wchodzi w grę. Kiedy tylko dostałam receptę pobiegłam niczym szalona do apteki i pełna nadziei połknęłam pierwszą tabletkę (tym razem dla odmiany raczę się Axotretem) – w tym momencie nie radzę czytać ulotki, bo człowiek może się załamać.

Suchość skóry? Postaw na pielęgnację

Ta kuracja jest inna. Nauczona wcześniejszym doświadczeniem postanowiłam niczym żołnierz idący na wojnę zaopatrzyć się we wszystkie możliwe środki, które zminimalizują skutki uboczne. I tutaj najwięcej można zrobić w temacie suchości skóry, która nieuchronnie czeka każdego śmiałka zażywającego izotretynoinę. Transformacja z mega tłustej, ‚soczystej’ cery na skrajnie suchą może być szokująca i wymaga niestety wymiany praktycznie całej kosmetyczki. Wszelkie kremy matujące, zwężające pory można spokojnie schować w najciemniejszym kącie łazienkowej szafki, a na zakupach raczej kierować się w stronę emolientów. Tak też uczyniłam i mój minimalizm niestety poszedł w odstawkę, bo ilość tubek, sztyftów, fiolek, kremików i innych szkiełek w mojej łazience przyprawia o zawrót głowy. Ale mam nadzieję, że wraz z końcem kuracji nastanie ład i harmonia nie tylko na mojej twarzy, ale również w kosmetyczce. Dobra, koniec pitu pitu – zacznijmy od początku.

Czasem, podczas kuracji skóra jest na tyle sucha, że mycie twarzy wodą i jakimś żelem może być za agresywnym działaniem. Wtedy używam Cethaphil Emulsja Micelarna do Mycia albo Emolium Dermocare Emulsja Micelarna. Wystarczy wacik, trochę preparatu i wszelkie zanieczyszczenia zostaną usunięte. Natomiast, jeżeli nie cierpię na mocne podrażnienie skóry, to wybieram tradycyjną metodę mycia i do akcji wkracza La Roche-Posay Effaclar Oczyszczający Żel – jest to mój absolutny must-have! Najlepszy żel jakikolwiek miałam przyjemność używam, po prostu cudeńko. Dogłębnie oczyszcza, jest bardzo wydajny, no mogłabym w samych superlatywach tylko o nim pisać. 

 

 

Kolejnym krokiem w mojej pielęgnacji jest zazwyczaj tonik, ale obecnie użwyam Galenic Aqua Porcelaine Lotion, który ma właściwości rozświetlające. Jest na tyle delikatny, że nie przeszkadza przy mojej ‚skorupie’, a jednak nadaje skórze trochę blasku i odświeżenia. Tak przygotowana twarz pragnie tylko jednego – dobrego kremu. Przy kuracji izotretynoiną nie może to być pierwszy lepszy preparat, który dorwiesz na promocji w Rossmannie. Potrzeba czegoś do zadań specjalnych.  Przetestowałam mnóstwo preparatów podczas pierwszej kuracji z niestety marnym efektem. Na całe szczęście teraz, od pierwszej tabletki, zastosowałam Avene XeraCalm AD Krem Uzupełniający Lipidy. Chyba bez niego nie byłabym w stanie przejść tej kuracji. Stosuję go codziennie wieczorem. Nakładam grubą, solidną warstwę i rano budzę się z nawilżoną, normalną twarzą, a nie czerwoną masakrą. Polecam naprawdę każdemu, kto decyduje się na izotretynoinę. Dodatkowo jest bardzo wydajny – moje opakowanie 200ml spokojnie starczy do samego końca kuracji. No dobrze, ale co nałożyć pod makijaż? I tutaj nie jest łatwo, bo to zależy jakiej kolorówki używasz. Podkłady różnie reagują z różnymi kremami, więc dojść do tego metodą prób i błędów. Obecnie stosuję Dermika Lipid Intelligence Nawilżający Krem Lipidowy w połączeniu z podkładem Catrice HD Liquid. Dobrze sprawdzał się u mnie również podkład Pharmaceris Nawilżający Fluid Antyoksydacyjny – jest na tyle tłusty, że nie wymagał żadnego kosmetyku jako bazy, krycie, rzekłabym, przyzwoite. Jeżeli nie używasz podkładu z filtrem UV, no to tutaj też jest czas, aby zaaplikować sobie zbawienny krem z filtrem, najlepiej SPF50.

 

I oczywiście osobne miejsce w pielęgnacji zajmują usta. To istna zmora! Na czas kuracji moją najlepszą przyjaciółką staje się ultra mocno nawilżająca pomadka. Jakakolwiek. Mam sztyft w każdej torebce, torbie na siłownie, aucie czy na stoliku nocnym, a i tak moje usta pękają, bolą, czasem nie jestem w stanie ziewnąć, bo kąciki odmawiają współpracy. Jeżeli szukasz czegoś dobrego to polecam Avene Cold Cream albo Blistex. I tutaj nie ma innej rady, jak ciągle smarować, smarować i jeszcze raz smarować.

A co z włosami?

Czytałam różne opinie, słyszałam różne historie. Jedni twierdzą, że na kuracji ich włosy stają się ładniejsze, mocniejsze, a inni narzekają na masowe wypadanie. Ja, oczywiście, jakżeby inaczej, należę do tej drugiej grupy. Włosy zaczęły lecieć garściami, łamać się, sterczeć. Także i tutaj musiałam zmienić kosmetyki. Zaczęłam używać markę Klorane i obecnie moje trzy włosy na krzyż jeszcze się trzymają. Polecam linię z drzewa egpiskiego albo z mango, bo to najbardziej odżywcze preparaty. Dodatkowo używam olejku Klorane Ylang-Ylang, a na wypadanie zdecydowanie wcierkę Klorane Force Keratine.

Niestety, kuracja izotretynoiną to nie przelewki. Nie dość, że masz mnóstwo skutków ubocznych, to jeszcze dochodzi czynnik finansowy – sam lek nie należy do najtańszych + powyższa pielęgnacja, wizyty u dermatologa, badania krwi i budżet cierpi dosyć mocno. Po drugie, lubię dbać o siebie i pewnie po tym wpisie niektórzy pomyślą, że jestem kosmetyczną maniaczką. W rzeczywistości nie jestem i trochę irytuje mnie wieczne bieganie z kremem i pomadką. Ale czego się nie robi dla urody. A tak naprawdę dla komfortu, tego psychicznego. Długo mi zajęło pogodzenie się z trądzikiem, w ogóle ze swoim wyglądem. I nie chodzi o to, żeby sobie wmawiać, że jest się pięknym. Chodzi o to, żeby zrozumieć, że Twoja wartość nie bierze się tylko i wyłącznie z wyglądu, ale z tego, co masz w środku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *